Jogini, na wybory! Jak pierwsza czakra wiąże się z polityką?

 

Jogini, na wybory! Jak pierwsza czakra wiąże się z polityką?

Przekonujemy, że ruch wrzucania ważnej karty do głosowania do urny to kolejna jogowa asana.

Dziwi mnie postawa „Polityka? Nie interesuję się nią”, „O polityce i gustach się nie rozmawia”, “O nie, tylko nie wchodźmy na tematy polityczne”. Towarzyszy jej często zgorszona lub zirytowana mina tego, kto to mówi. To tak, jakbym poruszając „te sprawy”, zaczęła tańczyć mambo w stroju z cekinów zamiast robić supta-virasanę i szukać w niej komfortu. Bo zdarza się też odżegnywać od polityki i traktować ją jak coś, co odstręcza, również nauczycielom jogi i uczestnikom praktyki.

Mnie jednak trudno stać się automatem i przeskoczyć z rzeczywistości politycznej i społecznej, w której poruszamy się wszyscy na co dzień, do wymiaru „poza lub nad rzeczywistością”, którym często próbuje być joga i medytacja. Zawsze przynoszę ze sobą na matę jakieś “strzępy” polityki i społeczeństwa. Bo nie spływają po mnie gładko ani mikrosytuacje – takie, jak wtedy, gdy po raz kolejny widzę tego samego nastolatka po narkotykach, który dziś po południu też nie może otworzyć drzwi do własnej klatki, ani makrosprawy – gdy ktoś ważny, polityk, mówi znowu o tym, że nie możemy przyjąć „milionów” uchodźców. I to wszystko dzieje się często zaraz przed praktyką. I bezpośrednio po niej. I w trakcie niej – poza szkołą jogi, poza matą.

Nie amputujcie moich uczuć politycznych

Ale rozumiem nauczycieli i uczestników, którzy nie chcą “moich strzępów” polityki i spraw społecznych. Z nimi wiążą się silne emocje, często toksyczne, a prowadzącym zależy na dobrostanie, wyciszeniu i regeneracji wszystkich osób, które przyszły na praktykę. Paradoks jednak polega na tym, że na ogół dbają przecież o to, żeby każdy mógł podzielić się choć słowem „z czym przyszedł”, „jak się ma”, „co czuje w ciele”. Często już wtedy praktykujący łączy to, co go spotkało w życiu z napięciami w ciele. Ta zgoda na dzielenie się nie dotyczy jednak polityki i tematów społecznych.

I okazuje się wtedy, że tak prowadzona joga – której znaczenie w sanskrycie to „połączenie”, „scalenie”, czyli zintegrowanie – wycina jakiś kawałek mojego przeżywania i jakiś kawałek rzeczywistości, w której razem żyjemy. Jakbym słyszała ukryty nauczycielski przekaz: „Możesz tu przeżywać określone sprawy i emocje w określony sposób”. Okazuje się też, że wolność, wyzwolenie, z którymi kojarzy się joga, mało ma wspólnego z wolnością słowa.

Rozumiem też obawę nauczycieli, że zaczynając rozmawiać o polityce, można uruchomić w praktykujących wir emocji, które są przesłoną dla autentycznego bycia każdego z samym sobą. Że może ona stanowić dla joginów „temat zastępczy”, czyli ucieczkę od siebie. I że ta sytuacja może być dla nauczyciela wyzwaniem. Ale rozwiązaniem nie jest amputacja.

Pół uwagi w środku, pół na zewnątrz

Po co to piszę? Mam nadzieję, że przy pomocy Anodei Judith wreszcie uda mi się to wyjaśnić:). Stan zdrowej uważności, o którym mówi Judith, to bycie w kontakcie ze sobą w takim sensie, że połowa życzliwej i żywej uwagi skupiona jest na tym, co wewnątrz, a połowa na tym, co na zewnątrz. Ta uważność wiedzie do poczucia łączności z samą, samym sobą, ale i ze światem. Do świadomości, że zależymy od siebie nawzajem i od planety. Dzięki uważności ja indywidualne, cały wewnętrzny świat jednostki łączy się z ja zbiorowym, jak również ze środowiskiem naturalnym.

Na ogół w jodze szukamy wyciszenia, enklawy, ukojenia, wentyla. Problem, moim zdaniem, zaczyna się wtedy, gdy z tej enklawy i oazy nie chcemy przez długi czas wrócić „do świata” – gdy chcemy pozostać całą swoją uwagą na tym, co wewnątrz.

Jogini mają wpływ

To tak, jakbyśmy nie byli zaprzyjaźnieni z pierwszą czakrą oraz odżegnywali się od stóp i innych części ciała, które nas ugruntowują. Jakbyśmy mieli nieco nonszalanckie podejście do ziemi, po której chodzimy, do powietrza, którym oddychamy (i jego jakości, smog!), do wody, którą pijemy (z kranu czy “kupna” z plastikowej butelki?). Do grawitacji, do instynktu samozachowawczego, który sprawia, że nie skaczemy na bungee bez asekuracji.

Przy takim podejściu do pierwszej czakry bardzo łatwo o kontuzję w stopach, stawie skokowym, bolesne odciski, pękające pięty – tak stopy i grunt pod nimi przypominają o sobie. Wtedy ni stąd, ni zowąd zaczyna dawać się we znaki, nomen omen, „pięta Achillesa”.

Pierwsza czakra to nie tylko poczucie współzależności z otoczeniem, odpowiedzialność za siebie i innych, ale też poczucie wpływu na rzeczywistość i możliwość skorzystania z niego. A w efekcie też wybór, że chcę żyć w zdrowym środowisku społecznym i naturalnym.

Piszę ten tekst dlatego, że zbliżają się wybory samorządowe. Takie, które w największym stopniu determinują otoczenie, w którym żyjemy na co dzień – naszą gminę, dzielnicę, powiat, miasto. Takie, dzięki którym możemy mieć wpływ na to, co przez najbliższe cztery lata będzie się działo z zielenią, chodnikami, ławkami, parkami, placami zabaw w naszym bezpośrednim otoczeniu, a także z ofertą kulturalną w naszej dzielnicy, jakością powietrza, bezpłatnymi zajęcia dla dzieci i dla dorosłych, i na to, czy różne oddolne lokalne inicjatywy będą miały finansowanie ze środków publicznych czy nie.

Te kwestie mogą żywo interesować każdego ugruntowanego w rzeczywistości człowieka, bez względu na to, z jak “wielkim złem” kojarzy mu się polityka. Oddzielajmy wpływ, który możemy mieć na nasze otoczenie – środowisko codziennego życia – od “wielkiej polityki”, czyli rozgrywek na poziomie parlamentu.

Bo parlament nie zajmie się tą dziurą w chodniku przy twojej ulicy, w którą już kilka razy wpadłaś/-eś, narażając się na kontuzję. To nie parlament posadzi drzewa za twoim blokiem lub na tym pustym skwerze, który mijasz co dzień. Zrobi to samorząd. Lub nie zrobi. Grunt, żeby wybrać taki, któremu zależy na tym, co Tobie. Drzewem i chodnikiem zajmą się radni czy urzędnicy w twojej gminie, dzielnicy, których Ty wybierzesz.

Czy wiesz, że już jedno drzewo, które widzisz przez okno swojego mieszkania, może wydłużyć ci życie o kilka lat i podnieść poziom szczęścia, które odczuwasz? Choć nie na wszystko masz wpływ, głosując w wyborach, możesz zadbać o warunki, w których żyjesz i rozwijasz się, a tym samym wzmacniasz pierwszą czakrę.

P.S. Wyrazem zaangażowania jogina w sprawy publiczne może być też satyra. Jak u JP Spearsa.;):)