Co jest nam potrzebne, żebyśmy nie bali się być prostolinijnie szczerymi?

O CZYM SIĘ DOWIESZ:

Serce + agresywność = prostolinijność. Każdy ma w sobie drapieżnika. Sęk w tym, czy się go dobrze rozpozna i co się z nim zrobi. Drapieżnik, który korzysta z dostępu i do własnej agresywności, i do serca jest jak złotogrzywy lew z buddyjskiej przypowieści – silny i niemanipulacyjny w dążeniach.

Serce + agresywność = prostolinijność. Każdy ma w sobie drapieżnika. Sęk w tym, czy się go dobrze rozpozna i co się z nim zrobi.

Drapieżnik, który korzysta z dostępu i do własnej agresywności, i do serca jest jak złotogrzywy lew z buddyjskiej przypowieści – silny i niemanipulacyjny w dążeniach. Dostęp do serca to wrażliwość na własne doświadczenie emocjonalne. Drapieżniki odcięte od uczuć “w środku” stają się tymi najbardziej niebezpiecznymi dla innych, ale też dla siebie. Z metafory złotogrzywego lwa, który używa agresywności w połączeniu z sercem, korzysta psychoanalityczka Karen Horney (pojawi się ona w tym tekście kilka razy).

Agresywność bez serca może przekuć się w manipulowanie innymi, ale też sobą, ranienie innych, ale też siebie. Nierozpoznany starannie wewnętrzny dzikus lub dzikuska mogą manifestować się na zewnątrz jako bad boy, maczo lub bad girl lubująca się w  zachowaniach ryzykownych. O tej zależności pisze Robert Bly w “Żelaznym Janie”.

Agresywność. Co to jest?

Warto ją odróżnić od agresji. Agresywność to zdolność do sięgnięcia do własnej siły po to, żeby chronić własne granice, powiedzieć “to mi nie pasuje, to mi szkodzi, nie chcę tego dla siebie; tej sytuacji/tej osobie już dziękuję” lub wyrazić siebie, swoją prawdę w świecie społecznym. A także umieć dążyć za tym i do tego, co serce czuje jako nasze, autentyczne pragnienie, najwyższy i szczery przejaw własnego “ja”. Czucie “ja” to piękny, bo życiodajny i głęboko karmiący moment w życiu. Takie sięganie do agresywności jest wyrazem prawdziwej niezależności wewnętrznej, dalekiej jednak od postawy “grunt to bunt”.

Używanie agresywności jest więc bliskie asertywności. Czyli postawie: “widzę ciebie i twoje granice, ale widzę też siebie i swoje granice”. I respektuję jedne, jak i drugie. Agresja z kolei skutkuje ich przekroczeniami i naruszeniami.

Czy to lifestyle, czy może moja prawda?

Budować niezależność wewnętrzną to, według psychoanalityczki Karen Horney, “nauczyć się ustalać własną hierarchię wewnętrzną i stosować ją do własnego życia. W odniesieniu do innych oznaczać to będzie szacunek dla ich odrębności i praw, który musi się stać podstawą wzajemnego rzeczywistego poszanowania.” Wewnętrzna niezależność jest, zdaniem Horney, “równie odległa od zwykłego buntu przeciwko powszechnym opiniom i przekonaniom innych ludzi jak od bezmyślnego przyjęcia ich za swoje”.

Przekładając ją na realia współczesne: jeśli jakiś światopogląd jest przyjmowany i traktowany przez jednostkę jedynie jako lifestyle i rodzaj autokreacji, to nie jest to autentyczna niezależność wewnętrzna, a jedynie pozorowana, która prawdopodobnie pozwala nam pozostać w dobrym przeświadczeniu o sobie samym/samej (chroni “ja idealne).

Jeśli chodzę na manify i czarne marsze, głównie dlatego, że mam po nich fajne selfie do wrzucenia na Facebooka i kreują one mój wizerunek jako szlachetnej aktywistki z dużego miasta, to jest to w żadnym wypadku przejaw niezależności wewnętrznej, tylko konformizmu.

Jeżeli jestem szefem akcji pomocowej “Szlachetna Paczka”, ale stosuję mobbing wobec swoich pracowników, jak ks. Stryczek, to postępuje sadystycznie, a więc sprzecznie z deklarowanymi wartościami, a mój umysł działa tak, aby ochronić moje ”ja” idealne – “ja” zaangażowanego społecznie duchownego. Naruszam granice innych, nie jest to więc prawdziwa niezależność wewnętrzna.

Czy wiesz, co czujesz?

Żeby nie pogubić się w tych iluzjach i mieć ciągle kierunek kompasu wyznaczony na “niezależność wewnętrzną”, “swoją prawdę, która respektuje prawdy innych”, ważne jest serce. Funkcja SERCA tu to wrażliwość na własne doświadczenia emocjonalne. Gdy poczujemy i zrozumiemy siebie, łatwiej będzie nam poczuć i zrozumieć innych. W praktyce sprowadza się to do pytania: “Co mi robi ta sytuacja? Tzn. jakie emocje we mnie budzi? Jak to czuje moje ciało? Czy mi służy, czy mi szkodzi? Gdybym był swoim najlepszym przyjacielem, to co bym sobie teraz powiedział/a?”.

Jeśli dobrze rozpoznamy, co czujemy i co przeżywamy, szybciej zidentyfikujemy ważne dla nas wartości i z większym zdecydowaniem będziemy sięgać do agresywności, aby je wyrażać w świecie. Horney mocno podkreśla zachowywanie spontaniczności uczuć, którą rozumie jako żywą obecność i przeżywanie emocji – czy to miłości, czy nienawiści – w świecie wewnętrznym, ich rozpoznawanie i decydowanie, czy chce się je wyrażać czy nie. To ma być pierwszy, najważniejszy krok na drodze do niezależności wewnętrznej. Autentyczność.

Prostolinijni jak lwy. Czyli siła nieoszukiwania (siebie)

Agresywność jest więc kluczowa, jeśli chodzi o spójność etyczną – bo wartości, które są dla nas autentycznie ważne, tzn. te, w obronie których potrafimy stanąć, wynikają z uważności i wrażliwości na własne doświadczenia emocjonalne. Wrażliwość emocjonalna a więc KONTAKT Z SERCEM, chroni nas od działania niezgodnego z nami, postępowania sztywnie dogmatycznego lub konformistycznego (a w efekcie szkodzącego nam lub innym). I czyni z nas ludzi prostolinijnych. Lub przynajmniej takich, którzy do niej naprawdę dążą.

Prostolinijność Horney rozumie jako “wyzbycie się udawania, bycie szczerym w manifestowaniu własnych uczuć, bycie zdolnym do całkowitego zaangażowania się we własne uczucia, pracę, przekonania”. Tłumacząc prostolinijność, psychoanalityczka odwołuje się do buddyjskiego rozumienia prostolinijności jako szczerości wobec siebie, manifestującej się w działaniu:

“Uczeń: Wiem, że kiedy lew dopada swą zdobycz, nieważne, czy to słoń czy zając, czyni całkowity użytek ze swojej siły. Powiedz mi, proszę, co to za siła?

Mistrz: Duch szczerości (dosłownie: siła nieoszukiwania).

Szczerość, czyli nieoszukiwanie oznacza “wytężyć całą swoją istotę”, co się nazywa “istotą w działaniu”. Wtedy nic nie pozostaje w rezerwie, nic nie jest wyrażane za pomocą maski, nic nie idzie na marne. Gdy ktoś żyje w ten sposób, mówi się o nim, że jest złotogrzywym lwem. Jest symbolem męstwa, szczerości, prostolinijności; przepełnia go boskość.”

Dzięki jednoczesnemu używaniu serca i agresywności możemy być spójni dla siebie i innych. Oraz rozwiązać nasze wewnętrzne, czasem mocno dokuczliwe konflikty. To spora ulga i konkretna nagroda. Ale to już inna historia. 🙂

*Cytaty pochodzą z książki Karen Horney, Nasze wewnętrzne konflikty. Konstruktywna teoria nerwic, 2000 (I wyd. 1945).