Po mocnej stronie Złości

  • 29 grudnia 2018
  • 24 kwietnia 2020
  • Maja Bromowska
  • 5 min read

To złość właśnie pomogła mi odkryć, że ciało jest jak cudownie działająca elektrownia energetyczna.

Od dziecka miałam “problem” ze złością. Jako pięciolatka, kiedy czegoś bardzo chciałam lub nie chciałam, kładłam się na środku chodnika i płakałam, uderzając o niego nogami i rękami. Było to oczywiście kłopotliwe, zarówno dla otoczenia, jak i dla mnie. Szybko i bez dużej wnikliwości uznano, że mam ewidentny defekt, jestem trudna, a może nawet wykazuję tendencję do bycia wariatką. “Uparciuch” – ta etykieta przylgnęła do mnie na stałe i w zależności od sytuacji była używana żartobliwie: “ty uparciuszku” lub jako wyraz rodzicielskiej bezsilności: “uparta jak osioł”. Przez wiele lat zmagałam się z takimi opiniami, które powtarzane przez otoczenie w końcu wrosły we mnie i zaczęłam traktować je jako prawdę.

Metoda na Smoka

Próbowałam wyciszać Smoka – ten wewnętrzny głos, który jako dziecku kazał mi się kłaść na chodniku, by płakać z niezgody i złości. A Smoka w środku budziło to, co było sprzeczne z moimi wartościami i potrzebami. Stawał w mojej obronie, ale jego dzikość nie pozwalała mi na rozumienie i tworzenie argumentacji. Smok był zawsze szybszy niż racjonalność i ział ogniem. Im bardziej starałam się go uciszyć, tym bardziej wyskakiwał znienacka i oblewał ludzi i sytuacje lawą ognia. Dlatego latami uciszałam go i ujarzmiałam. Pozwalałam mu pokazywać się jedynie we w miarę bezpiecznym i akceptującym środowisku.

Szukałam “metody na swojego Smoka” w różnych miejscach i dziedzinach rozwoju, przez wiele lat. W końcu trafiłam do centrum jogi, na matę. Już pierwsze zajęcia okazały się odkrywcze. Leżałam na wałkach w supta virasanie i patrzyłam w sufit. Widziałam, jak obrazy z całego dnia przepływają nade mną i nie zahaczają moich emocji – nie budzą Smoka, tylko rozpuszczają się. Poznałam asany, dzięki którym po raz pierwszy poczułam się w swoim ciele jak w domu. Przez wiele lat to pomagało. Złość udało mi się uciszyć.

Pułapki jogicznego spokoju

Przyszedł jednak czas zmian: potrzebowałam ruszyć się z miejsca i podążyć w nieznanym sobie dotąd kierunku. Uciszanie złości jogą zaprowadziło mnie w stan uśpienia, czego wtedy tak nie nazywałam. Uznałam po prostu, że osiągnęłam spokój jogicznego umysłu. Tymczasem po kilku latach uśpienia na mojej drodze pojawiły się nowe sytuacje, które mogłam ominąć lub skonfrontować się z nimi. Zupełnie intuicyjnie wybrałam konfrontację. I zaczęło się.

Co się zaczęło? Zmieniła się moja praktyka i, jakkolwiek to szumnie zabrzmi, zmieniło się moje życie, ponieważ zaczęłam reagować w nowy dla siebie sposób. Sposób, który był działaniem Smoka oswojonego i konstruktywnego, a nie tego, który ział lawą znienacka, poza moim chceniem i kontrolą.

Praktyka jogi zmieniła się na bardziej dynamiczną, bardziej yang – Ja zapragnęło rozwoju i ciało też. Chciałam zdobywać nowe jogowe umiejętności i robiłam to. Moje ciało stało się elastyczniejsze, odkrywałam jego kolejne możliwości. Zaczęłam wyjeżdżać na warsztaty z jogą, gdzie mogłam pracować intensywniej niż zwykle na regularnych zajęciach.

Witalność!

Czułam, jak wzrasta we mnie witalność, jak spalam nagromadzoną od lat materię energetyczną i zaczęłam odczuwać swoją siłę. Poczułam i zrozumiałam, że moje ciało jest jak… boska elektrownia. Asany skrętne, pozycje odwrócone, wygięcia do tyłu, balanse odkrywały pokłady energii i otwierały moje ciało i umysł na nowe możliwości w życiu. Nabrałam pewności siebie, wiary, poczułam się niemal napędzana wiatrem do działania.

W porównaniu z etapem jogowego uśpienia moja praktyka zmieniła się w trwały sposób, a także zwiększyła się moja znajomość i świadomość własnego ciała. Wkroczyłam w nieznane obszary siły i witalności, a to otwierało drogę do kolejnych i kolejnych.

W końcu z powrotem pojawiła się złość, wypłynęła wraz z witalnością.  Wtedy nauczyłam się ją obserwować, zobaczyłam, jak pcha sprawy do przodu, jak chcę przebić się przez ignorancję i spalić niszczącą przeszłość. Zauważyłam, że sposób, w jaki jej używam, pobudza też energię innych, że mogę złość stopniować i ukierunkowywać. Odkryłam, jak wielka podąża za nią siła, dynamizm, jak olbrzymi jest zasób jej energii. To odkrycie możliwe było dzięki jodze, z którą współgrały inne formy rozwoju samoświadomości, w tym warsztaty metodą Alexandra Lowena, medytacja dynamiczna, taniec 5 rytmów. Razem z jogą rozwijają one umiejętne korzystanie z tych pokładów energii, do których dostęp odkrywa właśnie złość.